Bombardowanie



W okresie okupacji niemieckiej Poznań był celem trzech nalotów lotnictwa alianckiego.
Pierwszy z nich nastąpił w nocy z 8 na 9 maja 1941 roku. Drugi miał miejsce 9 kwietnia 1944 roku,
a trzeci – 29 maja 1944 roku. Pierwszy nalot brytyjski na Poznań był prawdopodobnie zupełnie przypadkowy. W nocy z 8 na 9 maja 1941 roku krótko po godzinie 2.00 brytyjski bombowiec zrzucił na miasto bombę, która zburzyła kilka budynków przy ul. Śniadeckich – Restaurację Centralną PWK oraz cztery kamienice. Poza tym poważnie uszkodziła sąsiadujące zabudowania.


Zniszczone kamienice
przy ul. Śniadeckich - 1941 rok.


Podczas bombardowania ucierpiała również kamienica pod numerem 4 w której mieszkał Jan Chełmicki wraz z rodziną. Tej nocy syrena przeciwlotnicza została uruchomiona zbyt późno, bo w momencie kiedy bombardowanie już się rozpoczęło. Na szczęście wszystkim udało się bezpiecznie schronić w piwnicy w której pozostali aż do godzin porannych.

Z relacji Anieli Kostrzewskiej, córki Jana Chełmickiego, kwiecień 2019 r.

Pierwsze naloty...
"Na początku jak zaczęły się alarmy, uciekaliśmy do bunkra z pierwszej wojny światowej na 
Herdera1.
Na końcu uliczki wchodziło się do bunkra2. Potem zajęło go wojsko, więc chowaliśmy się w piwnicy.
Tata jak buczało zamiast się chować się w piwnicy musiał na ubikację, tak się denerwował.
Jak za długo było chować się w piwnicy, to mama szła na 4 piętro gotować obiady."


1 - ulica pojawia się na planie Poznania w 1896 roku. W 1905 roku, gdy Łazarz znajdował się już w granicach miasta arteria otrzymała nazwę Herderstrasse (pol. Herdera).
2 - schron dla ludności cywilnej przeznaczony na 500 osób, ale bywało, że jednorazowo chowało się w nim nawet 2000 osób, zlokalizowany w dolnej kondygnacji Browaru Huggerów.

Noc z 8 na 9 maja 1941 roku...
"Ta bomba celowana była na bunkier, ale spadła na dom który był we wnęce.
Wybuch zabił moją koleżankę ze szkoły
(Niemkę)."

"Bomba spadła w nocy. Spaliśmy po dwóch w łóżkach. W czasie wybuchu wyleciały okna, a obraz spadł
ze ściany i przygniótł nas. Następnego dnia ulica była zamknięta, przyszła ekipa szklarzy
i wszystkie okna na całej ulicy zostały naprawione."
 


Kolejne bombardowania...
"Jak siedzieliśmy w piwnicach, to chłopacy szli do góry na dach i patrzyli z której strony idzie wojsko (rosyjskie). A jeszcze zanim wojsko przyszło do Poznania w tym bunkrze na
Herdera było wojsko niemieckie tzw. służba pomocnicza. Chodzili po domach żeby coś pożyczyć, ale bramka od domu była zamknięta, a panowie pełnili dyżury, ale przyszedł kiedyś popołudniu taki mody chłopak niemiecki (żołnierz) żeby pożyczyć książkę kucharską, bo kazali mu gotować. Dziewczyna która służyła u Niemki
poszła na górę i przyniosła tę książkę."



Nalot całkowicie zaskoczył niemiecką obronę przeciwlotniczą. Niemcy byli przekonani, że mają do czynienia z niemieckim samolotem patrolującym i nie podjęli żadnego kontrataku. Później władze niemieckie bagatelizowały nalot; prasa wychodząca w Kraju Warty nie wspomniała o nim w ogóle. Taka postawa wzmogła tylko niepokój ludności cywilnej.

Pod gruzami zginęło co najmniej 20 osób. Kilkanaście osób doznało ciężkiego uszkodzenia ciała. Zdecydowaną większość ofiar stanowili Niemcy (17 osób). Było to spowodowane tym, że z wielu mieszkań przy ulicy Śniadeckich już w 1939 r. wysiedlono Polaków, a ich miejsca zajęli niemieccy przesiedleńcy.
Ulicę Śniadeckich zamieszkiwali od początku okupacji niemieccy urzędnicy zatrudnieni na poczcie, na kolei oraz w zakładach zbrojeniowych. Policja niemiecka szacowała liczbę mieszkańców, którzy pozostali bez dachu nad głową, nawet na ok. tysiąc osób. Wydaje się to jednak liczbą zawyżoną.

Za akcję ratunkową i przywrócenie porządku odpowiedzialne były oddziały niemieckiej policji porządkowej.
Do odgruzowywania ściągnięto 130 jeńców wojennych oraz 150 więźniów pochodzenia żydowskiego.
Prace ciągnęły się przez ok. trzy tygodnie.
 

Zniszczone kamienice
przy ul. Śniadeckich - 1941 rok.



Niejasne pozostają okoliczności, w których aliancki samolot znalazł się nad Poznaniem.
Wiadomo, że brytyjska maszyna „Halifax” należała do eskadry 317 bombowców dokonujących powietrznego ataku na Hamburg, Bremę oraz Frankfurt nad Odrą. Najprawdopodobniej w czasie tej operacji jeden z samolotów oderwał się od pozostałych i dotarł nad stolicę Kraju Warty. Pilot, sądząc, że znajduje się nad miastem w Rzeszy, zrzucił bombę.

Nalot z 9 kwietnia 1944 roku miał miejsce w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych. We wczesnych godzinach popołudniowych 33 amerykańskie samoloty typu B – 17 nazywane „latającymi fortecami” zrzuciły na miasto kilkadziesiąt bomb burzących i zapalających. Głównym celem bombardowań były zakłady zbrojeniowe „Focke – Wulf” mieszczące się na terenie Targów Poznańskich, fabryka broni i amunicji zlokalizowana w Zakładach Cegielskiego na Dębcu oraz dworzec kolejowy.

Najwięcej szkód wyrządziły bomby zrzucone na dworzec kolejowy. Zniszczony został budynek Dworca Głównego, barak służący za prowizoryczną poczekalnię dla Polaków oraz perony i tory. Jedna z bomb trafiła również w pociąg z urlopowanymi żołnierzami niemieckimi, który zatrzymał się na poznańskim dworcu. W pociągu zginęło prawdopodobnie ok. 150 żołnierzy niemieckich. Na terenie Targów Poznańskich zniszczono z kolei część warsztatów fabryki „Focke – Wulf” oraz Wieżę Górnośląską. Częściowych zniszczeń doznały też sąsiednie budynki przy ul. Bukowskiej, w tym przede wszystkim gmach Collegium Chemicum i hotelu „Polonia”, w którym mieścił się oddział niemieckiego szpitala wojskowego. W przypadku zakładów „Deutsche Waffen und Munitionsfabriken” zburzonych zostało kilka hal produkcyjnych oraz magazynów. Jednak bombardowania objęły tylko część obiektów fabrycznych i nie spowodowały większych ograniczeń w produkcji. W sąsiedztwie fabryki spłonęło natomiast kilka zakładów (m.in. Fabryka Mebli „Nowakowski i Synowie” oraz Fabryka Cukierków Mareckiego). Poza tym zawaliły się pobliskie bloki mieszkalne przy ul. Traugutta, Prądzyńskiego, Pamiątkowej, Rolnej i Partyzanckiej. Jeszcze poważniejsze straty poczyniły bomby, które spadły na budynki mieszkalne przy placu Wielkopolskim oraz Alejach Marcinkowskiego i Jeżycach.

Niemiecka obrona przeciwlotnicza nie podjęła praktycznie żadnego kontrataku. Nalot zaskoczył również całkowicie ludność cywilną. Częste alarmy ostrzegawcze, które ogłaszano wcześniej, wyrobiły
w mieszkańcach miasta przekonanie o bezcelowości chronienia się przed nalotem. W sumie w ataku amerykańskiego lotnictwa zginęły 82 osoby, w tym 47 Polaków i 35 Niemców. Najwięcej ludzi zginęło na dworcu kolejowym oraz w zabudowaniach przy Pl. Wielkopolskim.

Ze względu na duże straty poniesione przez ludność cywilną Polacy przejęli nalot z mieszanymi uczuciami. Największe wątpliwości wzbudziło przede wszystkim zburzenie budynków mieszkalnych w Śródmieściu. Pojawiły się jednak również bardziej optymistyczne głosy. Nalot dodał bowiem Polakom wiary w szybkie zakończenie wojny. Z kolei wśród Niemców wywołał on niemałe przerażenie i przygnębienie.

Władze niemieckie, licząc na zdobycie przychylności Polaków, zezwoliły na zorganizowanie polskich uroczystości pogrzebowych na cmentarzu przy ul. Głównej. Pogrzeb polskich ofiar nalotu odbył się
13 kwietnia 1944 roku. Informację o nim zamieszczono w oficjalnym dzienniku Kraju Warty – „Ostdeutscher Beobachter”. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył biskup Walenty Dymek, któremu zezwolono
na opuszczenie miejsca internowania. Wydano też zgodę na publiczne wystąpienie w języku polskim. Zaznaczyć należy, że było to pierwsze (i jedyne) od wybuchu wojny publiczne zgromadzenie Polaków,
które odbyło się za przyzwoleniem władz niemieckich.

Dotkliwszy w skutkach dla niemieckiego przemysłu wojennego okazał się nalot bombowy
z 29 maja 1944 roku, w drugi dzień Zielonych Świąt. Nad Poznań nadleciało również kilkadziesiąt samolotów amerykańskich. Nalot trwał 25 minut. Głównym celem aliantów były hale produkcyjne i montażowe oraz lotnisko wojskowe firmy „Focke – Wulf” w Krzesinach. Maszyny alianckie natrafiły tym razem na silny i celny ogień artylerii przeciwlotniczej. Jeden bombowiec został zestrzelony, dwa zostały trafione.
Zrzuty bomb były dość precyzyjne. Bomby zniszczyły ponad 80% zabudowań i infrastruktury zakładów
„Focke – Wulf”. Ponownie zburzono także zabudowania firmy na terenie Targów Poznańskich. Szkody
były na tyle poważne, że wstrzymały one działalność fabryki na trzy miesiące. Wówczas też Niemcy zdecydowali o translokacji części produkcji. Niektóre obiekty przeniesiono do fortów oraz do podpoznańskich lasów.

Bomby spadły również na oddział fabryki „Telefunken”, producenta aparatury radiowej i sprzętu elektrotechnicznego, który mieścił się w budynku Szkoły Handlowej przy ul. Śniadeckich. W następie zniszczenia budynku szkoły fabrykę przeniesiono pod koniec maja 1944 do Fortu VII, który wcześniej służył za obóz koncentracyjny i więzienie.

Zburzeniu uległo też wiele budynków mieszkalnych oraz gmachów publicznych. Bombardowaniem dotknięte zostały m.in. Collegium Minus, w którym spłonęła cała kopuła i sale wykładowe, budynki mieszkalne
na Łazarzu i Górczynie oraz kościół św. Michała przy ul. Stolarskiej, w którym mieściła się składnica zrabowanych książek polskich. Zniszczono również wiele budynków na Wildzie (m.in. ul. Górna Wilda, Kolejowa, Poplińskich Przemysłowa, Różana, Wierzbięcice). Mimo jednak intensywności i skuteczności nalotu, straty w ludziach były mniejsze niż w poprzednim bombardowaniu. Ludność cywilna nie zignorowała bowiem – tak jak to miała miejsce w przypadku kwietniowego nalotu – alarmu bombowego.
W sumie zginęło 41 osób (25 Polaków i 16 Niemców).
Źródło: https://www.iz.poznan.pl/archiwum/2016/03/31/alianckie-naloty-na-poznan-nr-2-2016/, 21.02.2020 r., godz. 12.16.

Zniszczone kamienice przy ul. Śniadeckich - 1941 rok.


Plan Poznania - 1940 rok.


Plan Poznania - 1942 rok.



Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja